Sklep stacjonarny:506 585 689 | odwiedź nas w Trójmieście sklep@globtrek.com | zamówienia internet:514 514 055

Dodaj produkty podając kody

Dodaj plik CSV
Wpisz kody produktów, które chcesz zbiorczo dodać do koszyka (po przecinku, ze spacją lub od nowej linijki). Powtórzenie wielokrotnie kodu, doda ten towar tyle razy ile razy występuje.

Łódką przez Wisłę od Bochni do... Gdańska! Relacja Łukasza!

namiot i łódka

 

Spływ Wisłą za mną. Wyszło nieco inaczej, niż planowałem. Mieliśmy płynąć jedną łódką - płynęliśmy dwiema. Miałem dopłynąć do Gdańska - skończyłem
w Warszawie. Miałem dawać znać gdzie jestem - nie dawałem. Nauczyłem się już jednak, że warto coś zaplanować, aby móc potem plan zmienić, i często wychodzi to na dobre. Tak było i tym razem.

                               

                                     

 

Dwuosobowa łódka, którą budowaliśmy, okazała się jednoosobowa. Zmuszeni zostaliśmy do płynięcia pojedynczo. Każdy był zdany na siebie.
7 maja pierwszy raz płynąłem Wisłą. Dużym galarem. Jako pasażer. Wydawało mi się wtedy nieco nierealne samodzielne pokonanie choćby odcinka tej rzeki. 26 maja zostałem rzucony na głęboką, jedynie w przenośni, wodę. Po kilku dniach siedziałem sam w łodzi na środku rzeki w miejscu, gdzie rozlewa się ona na ok. 1200 metrów. Pół kilometra w lewo, pół kilometra w prawo, kilka kilometrów w przód i w tył była rzeka. I ja. Rzeka tylko dla mnie. Ja zdany tylko na siebie. Spokój, jaki mnie ogarniał w tym momencie, był niesamowity i niesamowicie satysfakcjonujący. Czułem wolność jak nigdy.

Miałem dopłynąć do Gdańska i przepłynąć 800 kilometrów. Skończyłem w Warszawie po 400. Po 300 przytrafił mi się głupi uraz ręki. Przez ostatnich 100 kilometrów walczyłem już nie tylko z wiatrem i łachami, ale i z bólem. Podobnie jak na Camino 2 lata temu. I podobnie jak wtedy uważam, że taki rozwój wypadków sprawił, że przebyta droga ma dla mnie większe znaczenie. Smakuje bardziej. Po raz kolejny utwierdza mnie to w przekonaniu, że niemożliwe nie istnieje, a granica siedzi gdzieś w głowie.

Nie dawałem znać, bo chyba chciałem mieć rzekę tylko dla siebie. Zaskoczyła mnie na każdym polu. Zwłaszcza swoją dzikością, jakiej w Polsce nigdzie nie doświadczyłem. Czasem miałem wrażenie, że płynę przez niezamieszkaną krainę. Przez cały dzień i 60 km spotykałem 2 wędkarzy. Nie znałem Wisły. Prawie nikt nie zna Wisły. Polska jest do niej odwrócona plecami, odgrodzona wałami. O obecności Dęblina nad Wisłą świadczą tylko 2 mosty i 1 budynek.

 

Trudności techniczne wyprawy:

Podczas spływu byliśmy zdani na samych siebie. Na Wiśle niezbyt często spotyka się ludzi, o jednostkach pływających nawet nie ma co wspominać. Musieliśmy być uważni i ostrożni, bo w razie jakiegoś wypadku ciężko było o pomoc. Z drugiej strony rzeka dawała nam pełną swobodę.

Dzień zaczynaliśmy zazwyczaj o 4 rano, gdy robiło się jasno. Pobudka i niespieszne zwijanie obozowiska zajmowały nam ok. godziny. Ruszaliśmy w drogę zanim pojawił się wiatr. Płynąc po spokojnej rankiem rzece mogliśmy się nieco rozgrzać, ale nie zmęczyć. W tym czasie jedliśmy też śniadanie w drodze i robiliśmy pranie wrzucając do wody ubrania zaczepione na sznurku.

Początkowo planowaliśmy pokonywać dziennie ok. 40 km. Okazało się, że Wisła nie jest aż tak trudna technicznie i możemy przepłynąć nawet 60 km. Po pewnym czasie nauczyliśmy się "czytać rzekę" i sprawnie pokonywaliśmy kolejne meandry i łachy.

Wieczorem zaczynaliśmy szukać miejsca na obozowisko. Musiało ono spełniać kilka wytycznych: wygodne miejsce do przybicia - najlepiej plaża, brak silnego prądu rzecznego - najlepiej zatoczka, miejsce do rozbicia obozu - j.w. plaża, zapas drewna, przydałby się też ładny widok. 

 

Opinie o sprzęcie:

FJORD NANSEN Namiot Tordis II - Świetny sprzęt na tego typu wyprawy, gdy ograniczone są możliwości suszenia namiotu. Rano zazwyczaj był wilgotny. W tym momencie przydawał się sprężysty stelaż, dzięki któremu mogłem strzepać poranną rosę. Połączone tropik i sypialnię zwijałem razem. Czasem w ciągu dnia korzystałem ze słońca i podczas krótkiej przerwy rozstawiałem namiot do wysuszenia. Jeśli się nie udało i rozbijałem go dopiero wieczorem zewnętrzny stelaż zapewniał suchość sypialni. Dużo miejsca na bagaże i 2 wejścia dają dużo komfortu.

FJORD NANSEN Worek wodoszczelny Kaj Bag - bardzo praktyczny. Grube, mocne ścianki. Szybkie i szczelne zamknięcie. Przydawał się również jako oparcie pod plecy w łódce.

 

 

 

pixelpixelpixelpixelpixel